czwartek, 23 lutego 2017

piątek, 17 lutego 2017

Shaun Ellis, Penny Junor - Żyjący z wilkami

Shaun Ellis, Penny Junor  - Żyjący z wilkami










czwartek, 16 lutego 2017

Cała piękna jesteś przyjaciółko moja... (Kalendarz Kobiety 2017 i Idol)

Cała piękna jesteś przyjaciółko moja... (Kalendarz Kobiety 2017 i Idol)

Od kilku lat sama wykonywałam swoje kalendarze. Oprawiałam w skórę, wybierałam wklejkę, obowiązkowo wypełniałam je kotami i sprawiało mi to ogromną frajdę. Ceniłam, że jest to całkowicie mój kalendarz i że na pewno nikt takiego nie ma. W tym roku zupełnie to zaniedbałam i w rezultacie mamy drugą połowę lutego, a ja nadal nie kupiłam wkładu na ten rok.... i chyba już nie kupię.

Dziś w południe dotarła do mnie przesyłka z Kalendarzem Kobiety 2017. Nie miałam jeszcze zbyt wiele czasu, by się mu bliżej przyjrzeć, ale wstępnie jestem oczarowana.

Po pierwsze do kalendarza załączony był odręcznie napisany list z życzeniami i pozdrowieniami od koordynatorki całego projektu - Kasi Marcinkowskiej. Uwielbiam otrzymywać przesyłki, w których "czuć" człowieka, który za nią stoi. Po drugie coś, co raduje każdego papieroholika, czyli NAKLEJKI! Są na nich cytaty z Pisma Świętego, w tym zauważyłam już kilka moich ulubionych.

Sam kalendarz jest pięknie złożony i zilustrowany grafikami Joanny Cieślińskiej. Po drodze spotykamy w nim historie kobiet z Nowego Testamentu wraz z miejscem do zapisu własnych refleksji. Znajdziemy też cytaty na temat kobiecości różnych autorów. Co niedzielę możemy wypisać swoje inspiracje na kolejny tydzień, a co miesiąc określić cele. Może to zmotywuje mnie trochę do pracy nad sobą. Jednym słowem myślę, że się polubimy i z chęcią porzucę służący mi tymczasowo kalendarz z firmy wodociągowej ;-).

Pozostając w temacie kobiet chciałabym też podzielić się kilkoma smutnymi uwagami po obejrzeniu pierwszego odcinka Idola.

Mamy XXI wiek. Czy naprawdę musimy jeszcze "uatrakcyjniać" telewizyjne show grając seksem? Mamy przed sobą kilkunastoletnią dziewczynę. Czy naprawdę musimy tytuł "Małe rzeczy" odnosić do genitaliów i nie kończyć na jednym "żarcie" tylko brnąć to w dalej?  Przecież to żenujące.

W pewnym momencie uczestnicy zapytani zostali o swój największy atut. Zgadnijcie, co odpowiedziały uczestniczki. "Uroda",  "uśmiech" , a reszta to odpowiedzi typu "yyy nie wiem",  "jestem skromna", a w ogóle to mnie nie ma. Hej, Dziewczyny, serio? To naprawdę smutne, że wciąż mamy takie braki w pewności siebie. Że wstydzimy się mówić o swoich mocnych stronach i że chyba zwyczajnie w nie nie wierzymy.

A jeśli wierzymy, to zazwyczaj nie ma to nic wspólnego z siłą. Najgorsze chyba jest to, że same wchodzimy w te gierki seksualnością. Czy dziewczyna, która ma świetny głos może założyć sukienkę z wielkim dekoltem? Może, jej sprawa. Czy musi z tego powodu robić szopkę przyciągając uwagę tylko do biustu? Może, ale po co? Rozczarowujące, że przy naprawdę przyzwoitym śpiewie łasimy się jeszcze na obleśne spojrzenia i komentarze podstarzałego muzyka.

I nie, nie chodzi mi o to, że należy zakrywać się od stóp do głów, Ludzkie ciała są piękne. Jest wiele aktów, które uważam za piękne. Seks też jest piękny, także w ujęciu katolickim. Nie musimy rezygnować z rozmów o seksie.

Boimy się, że niedługo dzieci trzeba będzie wysyłać na tajne komplety z wychowania do życia w rodzinie, a sami robimy z seksu cyrk. Marzy mi się, by było normalnie, bez tabuizacji, ale i bez uprzedmiotowywania siebie nawzajem. I by kobiety zrozumiały, że są piękne. Mężczyzni również. I że ma to niewiele wspólnego z wyglądem zewnętrznym. Tak po prostu.

niedziela, 5 lutego 2017

Ciasto jogurtowe z malinami - bez glutenu, bez cukru

Ciasto jogurtowe z malinami - bez glutenu, bez cukru

Detoks cukrowy szczęśliwie dobiegł końca. Co prawda nie mam zamiaru w dzikim szale rzucać się teraz na słodycze, a białego cukru od dawna nie ma w mojej kuchni, jednak nie wyobrażam sobie weekendu bez kawałka ciasta. Tak, tak, wyobrażenia na temat weekendu zmieniają się wraz z upływem lat. Nie to żebym kiedykolwiek była jakimś imprezowym zwierzem - bliżej mi do kocykowego spędzania czasu, ale mimo wszystko - studencki weekend jakoś tam zobowiązywał.

Teraz zaś sielanka. Ubijanie jajek, zapach pieczonego ciasta z piekarnika i okrzyki euforii: "rośnie!". Takie małe wygrane.

Tym razem dzielę się z Wami ciastem jogurtowym, które kojarzy mi się z rodzinną niedzielą w pełni lata. W mojej rodzinie jakoś nigdy nie było fascynacji ciastami przekładanymi kremem, czy bitą śmietaną (i chwała za to - zawsze trochę cukru mniej ☺). Moja mama robi doskonałe serniki, a o kruszonce na cieście drożdżowym marzę jak o wygranej w Lotto.  Dziś też chętnie bawię się z prostą klasyką, oczywiście bez mąki pszennej. Tak strasznie tęsknię za świeżymi malinami!

Składniki na ciasto:
  • 4 łyżki mąki ryżowej
  • 2 łyżki mąki jaglanej 
  • 1 łyżeczka sody oczyszonej
  • 8 łyżek gęstego jogurtu naturalnego (dałam ok. 1,5 opakowania 150g)
  • 2 łyżki ksylitolu/ erytrytolu/ miodu
  • 3 jajka
  • duża garść mrożonych malin

Składniki na polewę:
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka kakao
  • opcjonalnie łyżka miodu/ ksylitol

Przygotowanie:
Białka ubić na sztywno, odstawić. Żółtka wymieszać z jogurtem, a następnie przesiać do nich mąki wraz z sodą. Zmiksować. Do masy powoli dodawać łyżką ubite białka, delikatnie mieszając. Powstałą masę wylać na blachę (u mnie średnica ok. 25 cm, ale może być trochę mniejsza - ciasto będzie wtedy wyższe). Na masie ułożyć mrożone maliny (wpadną trochę w ciasto). Piec w temperaturze 180 stopni przez 30 minut. Gdy ciasto stygnie można przygotować polewę. Należy podgrzać olej kokosowy i dodać do niego kakao. Dokładnie wymieszać. Można dosłodzić miodem, choć ja nie dosładzam. Czekolada będzie gorzka, co dobrze przełamie słodki smak ciasta i kwaśnych malin. Przed polaniem ciasta dobrze jest chwilę odczekać - aż olej kokosowy zacznie trochę tężeć, a polewa nie będzie całkiem płynna. Dzięki temu nie wsiąknie całkiem w ciasto. Taka ilość polewy będzie wystarczająca do polania łyżką ciasta "pionowo" i "poziomo". Radzę nie wylewać jej na całą powierzchnię, by nie przyćmiła smaku ciasta i nie wybiła się jej gorzkość. 

Życzę pysznych wypieków i miłych chwil niedzielnego popołudnia!

piątek, 3 lutego 2017

maja lunde, "historia pszczół" - recenzja

maja lunde, "historia pszczół" - recenzja





Zostań pszczelim bohaterem i pobierz bezpłatny poradnik o tutaj!
Copyright © 2016 Pozdrowienia z lasu , Blogger