poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Luis Sepulveda - Dziennik sentymentalnego killera; Kajman


Dwie powieści kryminalne zapisane na niespełna stu stronach. Niebywałe? A jednak. Jakiś czas temu w Matrasie wpadła mi w ręce niewielka książeczka wydana przez Noir sur Blanc. Najpierw zachęciła mnie minimalistyczna okładka, a chwilę później jej opis. Ściślej mówiąc, pięć pierwszych słów: "Luis Sepulveda, znany chilijski pisarz". Pomyślałam sobie: "hmm! Chyba nie znam żadnego chilijskiego pisarza" i ruszyłam do kasy. Muszę przyznać, że jestem ignorantką na wielu poziomach, jeśli chodzi o literaturę światową, ale jak widzicie biję się w pierś i staram się to zmienić. 

Wstyd mi, że nie znałam do tej pory tego autora, ale zrobiłam już mały research i mogę podzielić się z Wami kilkoma faktami. Po pierwsze Sepulveda należy do grona najczęściej tłumaczonych pisarzy hiszpańskojęzycznych na świecie. Po drugie od zawsze był bardzo zaangażowany politycznie. Najpierw jako współpracownik prezydenta Allente, po juncie w 1973 roku pod przywództwem Pinocheta został aresztowany i torturowany oraz skazany na 28 lat więzienia. Dzięki interwencji Amnesty International kara została skrócona do 8 lat. W późniejszym czasie Sepulveda brał udział w rewolucji w Nikaragui, a po przymusowej emigracji do Europy czynnie wspierał działania Greenpeace'u. Jak widzicie sama biografia autora mogłaby stać się kanwą ciekawej powieści. 

Wróćmy jednak do książki. Jak już wspomniałam zawiera ona dwie mikropowieści kryminalne. Pierwsza z nich to Dziennik sentymentalnego killera. Opowiada historię płatnego zabójcy, którego praca i życie wywraca się do góry nogami pod wpływem, a jakże, pewnej kobiety. Wyobraźcie sobie, co może się stać, gdy u bezwzględnego zabójcy do głosu dochodzą emocje... Druga z powieści - Kajman dotyczy śledztwa w sprawie śmierci wpływowego włoskiego przemysłowca. Mroczne powiązania z przeszłością kierują nas wprost do amazońskiej dżungli i nieznanego plemienia Indian Anare. 

Kryminał jak kryminał można by pomyśleć. Nic bardziej mylnego! Przyznam się Wam, że po kilku pierwszych akapitach pomyślałam: "o borze, co ja kupiłam?". Dopiero po chwili zorientowałam się, że zamiast z grafomanią mam do czynienia z powieścią "z drugim dnem". Autor celowo bawi się konwencją kryminału do granic możliwości. Wykorzystuje znane wszystkim klisze, obnaża stereotypy, a nawet język, który charakterystyczny jest dla "męskich" (he, he) kryminałów sensacyjnych. I gdy już myślisz, że "come, on", gorzej być nie może, Sepulveda pokazuje, że a i owszem. Kreacje bohaterów, rekwizyty, przestrzenie są tak "ograne", a jednocześnie wyolbrzymione, że czytając ciągle otwierałam oczy ze zdumienia.

Ale to jeszcze nie wszystko. Sepulveda bowiem w cały ten "popkryminalny" świat wplata jeszcze elementy surrealizmu i trzeba przyznać - jest w tym całkiem dobry. Zdecydowanie lepiej czytało mi się tę książkę, wyobrażając sobie, jak wyglądałyby opisywane sceny w reżyserii Michela Gondry'ego (kto widział "Dziewczynę z lilią" lub "Jak we śnie", ten wie, o czym mówię). 

Jeśli jesteście fanami kryminałów lub cieszą Was zabawy konwencjami w "odjechanym" klimacie, polecam spotkanie z Sepulvedą. Ostrzeżenie dla wrażliwych: uprzedmiotowienie kobiet i "umaczowienie" głównego bohatera może wywołać mdłości. Poza tym jest dużo seksu, a co drugie słowo jest niecenzuralne. Jazda bez trzymanki, ale w słusznym celu (niech żyje pastisz!) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pozdrowienia z lasu , Blogger